Wpisy

  • poniedziałek, 22 sierpnia 2016
    • To już koniec. Europejska Apokalipsa nadchodzi. UE na krawędzi rozpadu!

      Dezintegracja Unii Europejskiej przyspiesza w zaskakująco dynamicznym tempie. Można nawet stwierdzić, że na przestrzeni ostatnich kilku lat jest to bardzo szybki demontaż. Budząca dotąd uznanie Unia doświadcza kryzysu za kryzysem. Najnowsza odsłona to wakacyjny BREXIT. Silne emocje już opadły. Warto zatem przeanalizować decyzję "Wyspiarzy" z szerszej perspektywy. Czas na prawdziwe przyczyny i głębsze przemyślenia.

      Brytyjskie Referendum odnośnie opuszczenia UE i seria „przed i po” referendalnych wydarzeń uświadomiła nam skrywaną dotąd prawdę. Mianowicie rzesza Europejczyków, którzy czują niechęć lub wręcz NIENAWIŚĆ do Unii i jej struktur oraz pragnie jej rozpadu jest OGROMNA. Pogrążeni w depresji euroentuzjaści muszą zaakceptować nową, brutalną, antyeuropejską rzeczywistość. Rozpoczęła się nowa era w historii Europy. Wielka Brytania zapoczątkowała prawdziwy proces dezintegracji i zadała ostateczny cios Brukseli. Granica została przekroczona. Brytyjczycy i ich elita polityczna już nie wierzą w zjednoczoną Europę. Drogi Brukseli i Imperium Brytyjskiego rozchodzą się. Decyzja „leave” Brytyjczyków uruchomiła serię jadowitych deklaracji i nawoływań do porzucenia Wspólnoty ze strony wszystkich, czołowych, europejskich partii prawicowych. Miliony „obywateli” Unii Europejskiej ma jej serdecznie dość, co sugeruje POGRZEB UE w niedalekiej przyszłości.

      Na horyzoncie pojawił się zupełnie nowy krajobraz polityczny. David Cameron pożegnał się ze swoim stanowiskiem. Został on zastąpiony 13 lipca przez nową panią premier Theresę May. Z dużą pewnością siebie ogłasza ona światu, że „Brexit oznacza po prostu Brexit i będzie on sukcesem”. Egzystencja Unii jest poważnie zagrożona. Nie ma już powrotu do starego porządku. Mamy do czynienia z kolejnym poważnym PARALIŻEM politycznego giganta o nazwie Unia Europejska, który będzie odczuwalny nie tylko w Europie.

      Ostatnie lata były wyjątkowo niestabilne dla tzw. Starego Kontynentu. Wszystko zaczęło się bardzo niespodziewanie, bo od kryzysu finansowo - gospodarczego, który zaczął szaleć w Stanach Zjednoczonych 10 lat temu. Po kilku latach jego fala przeniosła się do Unii Europejskiej atakując jej najsłabsze punkty. Wtedy BEZLITOŚNIE wyszło na światło dzienne, jak słabe są fundamenty na których budowano Wspólnotę Europejską oraz jak bardzo jej teoretyczne założenia połączone z naiwną wiarą w system i propagandą sukcesu rozmijają się z rzeczywistą kondycją unijnego molocha. Skąd to wszystko znamy? Oczywiście nam Polakom i członkom Bloku Komunistycznego bardzo łatwo przychodzi na myśl żywot śp. Związku Radzieckiego. Trudno oprzeć się tutaj złośliwościom, że „klikę z Brukseli” czeka podobny los. Oczywiście porównując Związek Radziecki i UE dostrzegamy wiele różnic. Dzielą je kompletnie różne wartości oraz założenia polityczne, gospodarcze i militarne. Mimo wszystko nasza SUPER-UNIA zmierza w kierunku tej samej ostateczności, co Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich – czyli UPADKU!

      Należy przypomnieć, że głównym celem elit z Brukseli jest ciągle stworzenie Europejskiego Supermocarstwa. Niedoścignionym wzorem jest USA. Dzisiaj jednak te elity zostały zepchnięte do defensywy i walczą o przetrwanie. Rosyjskim komunistom udało się zbudować imperium, które było największym państwem globu. USA rządzi światem. Unia Europejska jest co najwyżej w połowie swojej drogi i okazuje się, że to jest wszystko, na co ją stać. Nie ma scentralizowanej władzy i własnej armii. Ponadto szalejący obecnie nacjonalizm europejski niszczy ją od wewnątrz uniemożliwiając przeprowadzenie odpowiednich reform stanowiących fundamenty Superpaństwa. Ze względu na ciągłe destabilizacje UE już najprawdopodobniej nie przekształci się w Stany Zjednoczone Europy na wzór USA. Wielka Brytania pogrzebała definitywnie to marzenie.

      Ważne jest także to, aby spojrzeć głębiej w przeszłość z końca lat 20-tych XX wieku i zdać sobie sprawę z niebezpieczeństw turbulencji gospodarczych. Wówczas Wielki Kryzys z Wall Street przyczynił się do wywołania serii tragicznych zdarzeń w Europie. Bardzo interesujące jest, co przyniosą nam kolejne lata, jak się okazuje, bardzo CHAOTYCZNEGO XXI wieku. Jak pamiętamy z historii wysokie bezrobocie i pustki w bankach oraz w kasach państw napędziły mechanizmy katastroficzne i uruchomiły w ludziach bezwzględne instynkty, które doszczętnie zniszczyły sporą część europejskiej cywilizacji. Rodzi się pytanie, które wielu boi się się zadać: Co wydarzy się tym razem? Trudno jest prognozować cokolwiek, ale trzeba mieć na uwadze, że ponad wszelką wątpliwość tłuste lata na europejskim kontynencie skończyły się.

       Tym razem, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, przepełnione toksycznymi aktywami globalne SUPERBANKI stanęły na skraju bankructwa. Był to efekt skrajnie ryzykownych decyzji bankierów na rynkach finansowych. DESTRUKCYJNY efekt domina został wówczas rozpoczęty. Elity rządzące światem znalazły tylko jeden sposób na uratowanie własnej skóry. Banki trzeba ocalić z publicznych pieniędzy. Amerykanie uratowali swój sektor bankowy pompując do niego ogromne kwoty pieniędzy podatników. Unia Europejska podążyła dokładnie tą samą drogą. Spowodowało to zadłużenie państw europejskich do bardzo niebezpiecznych i niespotykanych nigdy dotąd poziomów, celem uniknięcia kompletnego załamania europejskiej gospodarki. Plan częściowo się powiódł. Banki wskrzeszono. Całkowitej zapaści udało się zapobiec. Gospodarka unijna nie zawaliła się. Ale jak się dzisiaj okazuje, jedyne co się udało europejskim elitom, to przesunięcie katastrofy w czasie.

      Jednak nie można wszystkiego przeciągać w nieskończoność. Zadłużona Europa dusi się niechcianymi długami sektora finansowego. Wiele państw bogatej Unii, które tak naprawdę są bankrutami, dla zachowania pozorów wypłacalności tnie wydatki kosztem przywilejów niezadowolonych obywateli, którym ciężko odzwyczaić się od tzw. przeróżnych rodzajów „socjalu”. Bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie. Na rynku pracy robi się coraz ciaśniej. Powoduje to, że szeroko pojęta zachodnioeuropejska klasa średnia kurczy się. Doskonałym tego przykładem jest właśnie społeczeństwo brytyjskie, które dało upust swojej FRUSTRACJI w referendum w liczbie ponad 17 milionów! Brytyjczycy, dotychczas cieszący się ze swojej przynależności do szeroko pojętej klasy średniej nie mogą pogodzić się z wypadnięciem poza jej szeregi. Próbują się oni przed tym bronić. Szczególnie dotknięta jest tym brytyjska klasa robotnicza, która rywalizuje z imigrantami o pracę. Tsunami zdesperowanej taniej siły roboczej z biednej części Europy albo zabrało im pracę, albo obniżyło zarobki. Na dodatek wielu przybyszy, szczególnie z Europy Wschodniej jest w stanie pracować za stawki tak niskie, że dość rozrzutnego Anglika z klasy robotniczej za taka wypłatę nie byłoby stać nawet na jedzenie i używki. Ci, którzy mają lepsze stanowiska i nie są one zagrożone przejęciem przez imigrantów czują również oddech słabnącej ekonomii na plecach. Na obcych zwyczajnie wylewają swoją złość. Dzisiaj dla „Wyspiarzy” UE ze swoim prawem do swobodnego przepływu ludzi jest zagrożeniem numer jeden dla ich statusu majątkowego oraz bezpieczeństwa. Tak to dokładnie wygląda.

       Kryzys migracyjny spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie okazał się gwoździem do trumny dla brukselskiej grupy trzymającej władzę. Uchodźcy to kolejne zagrożenie dla standardu życia Brytyjczyków. Marzą oni o europejskim „socjalu” i wcale tego nie ukrywają. Ludzie nie rozumieją dlaczego rządzący ograniczają świadczenia socjalne swoim własnym obywatelom, jednocześnie promując przyjmowanie imigrantów i w konsekwencji wypłacanie im zasiłków. Dlatego defensywnie udzielają oni poparcia antyeuropejskim politykom. Logika wskazuje, że w obliczu RECESJI i również mocno zadłużonej Wielkiej Brytanii dla wszystkich może nie wystarczyć pieniędzy. Ściąganie dodatkowej siły roboczej w momencie kurczenia się gospodarki to jak dolewanie oliwy do ognia. Trudno się z tym nie zgodzić. Miliony mieszkańców Imperium Brytyjskiego zaczyna to dostrzegać zaglądając do własnego portfela, gdzie jest coraz mniej funtów. Oczywiście należy w całym tym zamieszaniu okazać trochę obiektywizmu i przyznać, że imigranci nie są jedynym winowajcą. Bardziej pasuje do nich określenie kozła ofiarnego. Przeciętni obywatele brytyjscy nie rozumieją złożonego globalnego świata i nie zdają sobie sprawy z tego, że dużą część odpowiedzialności za ich niedolę ponoszą wszelkiej maści bankierzy, którzy najpierw doprowadzili do finansowego krachu i bezrobocia, a teraz drukowaniem pieniędzy łatają budżet, co powoduje inflację i spadek siły nabywczej pieniądza.

      Jeszcze 10 - 12 lat temu Brytyjczycy witali Polaków z otwartymi ramionami i chwali ich pracowitość. Teraz chcą się pozbyć „polskiego robactwa”. Zabójstwo prounijnej posłanki Jo Cox tuż przed głosowaniem jeszcze bardziej podgrzało atmosferę nienawiści i antyunijnej agresji. Któż mógł przewidzieć, że europejska rzeczywistość tak gwałtownie się zmieni w tak krótkim czasie?

      BREXIT jest skutkiem niezadowolenia społecznego wynikającego z EROZJI zachodnioeuropejskiej klasy średniej. Wydaje się, że wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych będzie miało w miarę uporządkowany przebieg. Będą negocjacje, termin wyjścia i ostateczne opuszczenie UE. Tylko czy Unia Europejska dotrwa do tego czasu? Negocjacje będą wrogie, chaotyczne i pełne wzajemnych pretensji na wzór greckiej tragedii z zeszłego roku. Tylko zaostrzą one konflikty między różnymi frakcjami politycznymi i krajami, które mają odmienne zdanie na temat uzdrawiania chorej Unii.

      Europa ze swoją skomplikowaną historią jest w szponach poważnego kryzysu gospodarczego. Dodajmy do tego jej wielonarodowość połączoną z najnowszym wynalazkiem multikulturowości i otrzymujemy katastroficzną mieszankę wybuchowa! Dlatego należy się spodziewać, że w niedalekim czasie z unijnej szafy wypadną kolejne TRUPY, które spowodują, że ładunek sprzeczności i problemów UE będzie zbyt ciężki do udźwignięcia dla jej elit i społeczeństwa. A wtedy nadejdzie prawdziwy KONIEC naiwnego europejskiego marzenia o zjednoczonym kontynencie!

      brexit

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      batavus23
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 sierpnia 2016 00:04
  • środa, 30 marca 2016
    • Złoto kontra Dolar – Wielka Wojna Gigantów Trwa.

      (Wersja na białym tle: Złoto kontra Dolar – Wielka Wojna Gigantów Trwa)

      Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w świecie finansów obserwujemy zażartą walkę między złotem a walutami fiducjarnymi, a w szczególności ich królem, czyli dolarem. Tzw. „Elita zachodnia” rządząca światem i będąca głównym beneficjentem korzyści płynących z emisji i kontroli papierowego pieniądza dąży nieustannie do deprecjonowania roli złota w globalnym systemie monetarnym. Mimo jej usilnych wysiłków złoty metal ciągle uchodzi jednak za bezpieczną przystań i nie zanosi się, aby to się zmieniło w obecnych, niepewnych czasach zawirowań w różnych częściach świata. Oczywiście najbardziej zainteresowani upadkiem złota są Amerykanie, którzy śpią na tykającej BOMBIE w postaci chwiejącej się pozycji dolara jako światowej waluty rezerwowej świata.

      USA tonie w gigantycznym 19 bilionowym długu, którego, powiedzmy sobie szczerze, nie da się uczciwie ( a nawet nieuczciwie) spłacić. Mimo to świat kupuje amerykańskie obligacje z braku alternatywy i ze strachu przed pęknięciem gigantycznej bańki na rynku obligacji i utratą większości zainwestowanego kapitału. Co po prostu jest drogą DONIKĄD. Z drugiej strony mamy, zdającą sobie z tego sprawę, odważną opozycję krajów BRICS, które tworzą własne struktury finansowe i usilnie przygotowują się do bezpiecznej, pozbawionej szkód dla własnych gospodarek, ewakuacji z bezwartościowych obligacji dolarowych i przejścia na system oparty o złoto. USA nie przygląda się temu bezczynnie. Tylko robi wszystko, co może, aby utrzymać wartość dolara i jego dominujący status. Zatem WOJNA trwa i jest daleka od zakończenia.

      Elita amerykańska nigdy nie darzyła złota szczególną sympatią. W czasach współczesnych Amerykanie uśmiercili je w 1971r., kiedy to ostatecznie zerwano z wymienialnością dolara na złoto. Wtedy tak się przynajmniej wydawało. Operacja unicestwienia szlachetnego kruszcu omal nie skończyła się upadkiem dolara w bardzo ciężkich latach 70 - tych ubiegłego wieku. Dopiero wysiłki prezesa FED Volckera i prezydenta Reagana uratowały amerykańską walutę. Volcker podniósł drastycznie stopy procentowe. Reagan zreformował amerykańską gospodarkę. Przywróciło to dolara na tron w latach 80 - tych. Natomiast król metali szlachetnych odszedł w zapomnienie. USA i Wall Street przejęło kontrole nad światem. Hegemonia SUPERMOCARSTWA Stanów Zjednoczonych miała trwać wiecznie.

      Dopiero Kryzys z 2008r. uświadomił wszystkim, jakim błędem było całkowite odejście od standardu złota. Nieskrępowane zwiększanie przez rządy w porozumieniu z bankierami bazy monetarnej bezwartościowych papierowych walut z dolarem na czele doprowadziło cały globalny system finansowy i gospodarczy do stanu krytycznego. Nadmierne życie na kredyt przekształciło się w kolosalny, niespłacalny dług, który teraz dusi cały świat. Obecnie cały czas żyjemy w stresie i niepokoju przed upadkiem tego systemu. Nikt nie zna dnia i godziny SĄDU OSTATECZNEGO, ale każdy wie, że on się zbliża. Czujni inwestorzy dostrzegli odpowiednio wcześnie tę niestabilność systemową i zaczęli skupować złoto na początku XXI wieku. Skutkiem tego był dynamiczny wzrost jego cen. W przybliżeniu cena szlachetnego kruszcu w dolarach zwiększyła się 6 - krotnie od 2000 do 2011r. Po kryzysie finansowym i masowym drukowaniu pieniędzy przez FED coraz więcej różnej maści ekonomistów i analityków zaczęło spisywać dolara na straty. Nawet sam wielki prezes FED w czasach świetności gospodarki USA Greenspan, przyznał ostatnio, że złoto jest unikalne i jego standard powróci. Anty-dolarowa opozycja finansistów i ekonomistów jest coraz liczniejsza. Jednak amerykański system przetrwał tę ofensywę, ponieważ Wall Street i FED jest bardzo kreatywne i zawsze coś wymyśli, żeby uratować króla wszystkich walut.

      W odpowiedzi na pokryzysowe obawy o status dolara i pogłoski o jego rychłej śmierci nowa władza FED przystąpiła do kontrofensywy windując jego wartość na niespotykany dotąd poziom w relacji do wielu walut i obniżając ceny metali szlachetnych. Rok 2015 okazał się być pokazem wyjątkowej siły „zielonego”. FED rozegrał to wszystko bardzo sprytnie. Najpierw pokazano światu postawioną na nogi amerykańską gospodarkę z ZAFAŁSZOWANYM wzrostem gospodarczym, wykorzystując do tego spreparowane dane ekonomiczne i pełne oszustw statystycznych metody matematyczne. Chociaż w rzeczywistości USA jest co najwyżej w stagnacji gospodarczej lub ociera się o recesję. Potem rozpoczęto propagandę o podnoszeniu stóp procentowych w związku z powrotem na ścieżkę wzrostu i do normalności polityki monetarnej, która ostatecznie została sfinalizowana skromną, kosmetyczną i nie zmieniającą tak naprawdę niczego podwyżką stóp o marne 0,25 punktów procentowych. Ale świat to kupił, co wystarczyło, aby kolejny raz reanimować amerykańską walutę i wywrzeć presję na konkurencyjne rynki wschodzące. Ponadto wzmożona fala globalnych niepokoi również służyła dolarowi. Grecja i upadek strefy euro, Ukraina i Zimna Wojna 2, Deflacja surowcowa i Chiny, Bliski Wschód i narodziny ISIS – świat nagle stanął w obliczu wielkiego CHAOSU. A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Waszyngton i Banksterzy majstrowali w wykreowaniu tych zawirowań. Wynika z tego, że jednym ze sposobów na uratowanie dolara jest eliminacja lub rozsiewanie zamętu pośród konkurencyjnych systemów i wrogów USA. Fanatycznym wyznawcom metali szlachetnych posiwiały włosy od niedowierzania jak dramatycznie odwrócił się trend na złocie, które według Petera Schiffa miało zmierzać w kierunku magicznej wartości 5000 USD za uncję. Cóż to jest za zacięta rywalizacja dwóch filarów systemów monetarnych!

      Globalny system finansowy jest uzależniony całkowicie od dolara. Kiedy dzieje się coś złego na świecie inwestorzy kupują obligacje USA i wspierają ich gospodarkę. Metale szlachetne co prawda umocniły się na przestrzeni ostatnich lat znacząco, jednak to ciągle za mało. Poza tym inwestorzy wiedzą, że UPADEK DOLARA i przejście na złoty standard będzie bardzo bolesne. Skończy się to niespotykanymi niepokojami społecznymi na całym świecie, wyparowaniem oszczędności, końcem wszystkiego i początkiem nieznanego. Dlatego jesteśmy świadkami usilnych wysiłków sztucznego przedłużania życia obecnie funkcjonującego systemu.

      Amerykański dolar to potężna monetarno - polityczna konstrukcja o porażającej SILE RAŻENIA. W czym tkwi jego moc, chociaż nie ma on w niczym pokrycia? Otóż dolar i inne główne papierowe waluty zabezpieczone są przez szereg czynników. Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. O ich sile stanowi cała machina państwowego i finansowego aparatu nacisku. Najlepiej to widać właśnie na przykładzie dominującego dolara. Od strony monetarnej jego strażnikiem jest wszechmocny FED ze swoimi manipulacjami rynkowymi. Jego wartość i stabilność chroni też najsilniejsza armia świata i potężne centrum wywiadowcze w Pentagonie. Przekonał się o tym na własnej skórze libijski al - Kaddafi i iracki Saddam Husajn. Obaj ci przywódcy próbowali swego czasu obalić system petrodolara i rozliczać ropę naftową w innych walutach lub złocie. Niewiele zdziałali w tej materii, ponieważ reakcja USA była szybka i zdecydowana. Kara, jaka ich spotkała za zagrażanie hegemonii dolara to ŚMIERĆ. Również Putin jest na celowniku Amerykanów. Rosja gromadzi złoto, a Putin nie ukrywa swoich anty - amerykańskich poglądów. Jednak rosyjski przywódca to silny gracz na arenie międzynarodowej i elita zachodnia musi postępować bardzo subtelnie i ostrożnie w walce z nim. Rosji nie da się tak po prostu najechać, bo mogłoby się to skończyć I WOJNĄ NUKLEARNĄ. Ale przecież Elita może użyć Ukrainy, sankcji i sabotażu gospodarczego, aby osłabić Kreml. Nowoczesne technologie również sprzyjają walutom fiducjarnym. Idea bezgotówkowej gospodarki i pojawienie się jej akurat w momencie bardzo kiepskiej kondycji papierowych pieniędzy to nie przypadek. Wykorzystanie wyłącznie elektronicznych systemów transakcyjnych to agresywne zmuszanie obywateli do korzystania z jedynego słusznego środka płatniczego narzuconego przez państwo. Jest to kolejny front ochrony systemu przed upadkiem.

      Bardzo istotne są również ataki „finansjery” na złoto w celu zaniżania jego wartości i znaczenia. Zalicza się do nich manipulacje cenami metali szlachetnych, które są nieodłączną częścią funkcjonowania rynku. Stosowanie nadmiernej ilości kontraktów, które nie mają realnego pokrycia w fizycznym metalu od lat sztucznie zaniża cenę złota na Comexie. Oczywiście także banki centralne dążą do utrzymania jego ceny na niskim poziomie. Kolejny element to PROPAGANDA „anty-złotowa”. Negowanie roli złota jest wszechobecne w prasie i mediach sponsorowanych przez zachodni kapitał. Nawet programy nauczania najważniejszych światowych uniwersytetów nie poświęcają zbyt wiele miejsca jego standardowi. Niewielu zdaje sobie sprawę jak kruchy jest panujący obecnie system monetarny. Jeden „szalony” antyzachodni dyktator lub nagły gwałtowny wzrost cen metali szlachetnych może go całkowicie pogrążyć. Dlatego Elita dmucha na zimne i likwiduje zagrożenia w początkowym stadium rozwoju.

       Żyjemy w ciekawych czasach. Złoto to unikalny zasób Ziemi i uniwersalny pieniądz, który nie poddaje się i mimo kilkuletnich spadków jest na najwyższych poziomach w historii w stosunku do przedrukowanej amerykańskiej waluty. Banksterzy chcą je zakopać głęboko pod ziemię. Natomiast kraje BRICS kontynuują swój anty-dolarowy kierunek. Putin trzyma się twardo metali szlachetnych i anty-amerykanskiej retoryki. Chiny wyprzedają konsekwentnie amerykańskie obligacje i powiększają rezerwy złota. Za kilka lat dojdzie do decydującego starcia opozycyjnych systemów i wspierających je państw. Wtedy wszystko może się zdarzyć. KONFLIKT ZBROJNY może być nieunikniony...

      gold_dolar

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Złoto kontra Dolar – Wielka Wojna Gigantów Trwa.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      batavus23
      Czas publikacji:
      środa, 30 marca 2016 21:22
  • sobota, 27 lutego 2016
  • środa, 10 lutego 2016
  • sobota, 30 stycznia 2016
  • środa, 27 stycznia 2016
    • Dżihadyści z Państwa Islamskiego – Czy to jeszcze terroryści? Czy może bezwzględni PSYCHOPACI?

      (Wersja na białym tle: http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/dzihadysci-isis-czy-jeszcze-terrorysci-czy-moze-bezwzgledni-psychopaci )

      Terroryści z Państwa Islamskiego nie znikają z czołówek gazet i serwisów internetowych. Bez przerwy dostarczają nam one informacji o tzw. „dżihadzie”, które czytamy z niedowierzaniem. Wielu zastanawia się, czy są one prawdziwe i czy na pewno mamy XXI wiek. Jednak nikt się nie pomylił. Taka jest dzisiejsza rzeczywistość. Dominuje kult przemocy i nienawiści. ISIS wraz ze swoją flagą to już rozpoznawalny symbol. Można nawet stwierdzić, że stał się on swego rodzaju marką. Tyle tylko, że nie ma to nic wspólnego z marketingiem. To jest mrożąca krew w żyłach marka strachu, chaosu i bezkompromisowej brutalności.

      Wszyscy uważają bojowników ISIS za terrorystów. Ale czym tak naprawdę jest terroryzm? Na podstawie definicji przyjmuje się, że jest to umotywowany ideologiczne zespół działań wykorzystujących przemoc i podejmowanych z naruszaniem istniejącego prawa w celu wymuszenia na władzach i społeczeństwie określonego, uległego zachowania. Działalność ISIS pokrywa się oczywiście z tą definicją. W kilka lat stali się oni potężnym terrorystycznym MONSTRUM, jakiego świat dotychczas nie widział. Ich nadrzędnym celem jest stworzenie własnego państwa. Są to ambitne zamiary. Aby zrealizować ten plan używają oni wielu niekonwencjonalnych metod i stosują środki przymusu. Terroryzm był zawsze bezwzględny. To fakt. Ale nigdy nie był on tak silnie powiązany, jak dzisiaj z masowymi ukrzyżowaniami, torturami, kamieniowaniem, obcinaniem głów czy powszechnym używaniem kobiet i dzieci jako żywych tarcz. Skala tych zjawisk jest przerażająca. W 2014 za sprawą Kalifatu ISIS doszło do mutacji terroryzmu w kierunku po prostu brutalnej rzezi niewinnych ludzi.

      Historia światowych konfliktów pokazuje, że zawsze próbowano chociaż zachować pewną formę poszanowania dla ludzkiego życia. Tworzono w tym celu konwencje, które określały reguły działań wojennych odnośnie ochrony cywilów i neutralności rożnych podmiotów. Faktem jest, że często nie były one przestrzegane, bo wojna bywa okrutna i nieludzka, a ludzie zamieniają się na niej w zwierzęta. Jednak istnienie tych reguł wyznaczało pewne granice zachowań. Przekroczenie ich oznaczało, że przywódca czy oficer, który się tego dopuścił i udowodniono mu winę, był uznawany za zbrodniarza. W przypadku najbardziej agresywnych ludzi krwi arabskiej to nie funkcjonuje. Mają oni zupełnie inne definicje moralności. To znaczy, że w ich przypadku moralność nie istnieje. Dżihadyści z ISIS łamią wszelkie zasady prawa wojennego i nie czują respektu przed nikim i niczym. Jeśli tylko zdobędą siłą jakieś terytorium, to uważają, że teraz mogą robić, co zechcą z ich mieszkańcami, bo oni tu rządzą.

      Należy mieć wątpliwości, czy określenie terroryści w ogóle pasuje do tych ludzi. Zatem jak ich określić? To są po prostu PSYCHOPACI! Ich terroryzm można raczej nazwać psychopatycznym terroryzmem. Oni wręcz delektują się przemocą i jej najbardziej skrajnymi odmianami. To nie jest przesada. Fighterzy ISIS przypominają bezwzględnych psychopatów i socjopatów o profilu osobowości najgroźniejszych przestępców, którzy w cywilizowanych krajach odsiadują wyroki dożywocia w izolatkach. Problem z islamistami jest taki, że oni niczego nie szanują i nawet nie stwarzają żadnych pozorów przestrzegania podstawowych zasad moralnych i etycznych. Można odnieść wrażenie, że chodzi tutaj o czerpanie przyjemności z agresji i brutalności. Dość często wygląda to raczej na cel sam w sobie, aniżeli środek do celu. Promują oni w swoich propagandowych filmach bezlitosną przemoc. Prymitywne metody zabijania, jakie stosują ekstremiści z ISIS, odsyłają nas w bardzo odległe czasy BARBARZYŃCÓW. Kult eksterminacji i nienawiści do wielu nacji przypomina nam okres HOLOCAUSTU i rządy NAZISTÓW. Do niedawna najgroźniejsza organizacja islamska Al Kaida, która zasłynęła zmieniającym bieg historii świata zamachem terrorystycznym z 11 września 2001 roku, również potępiła Państwo Islamskie i odcięła się od ich metod. Al Kaida miała zasady. ISIS nie ma żadnych. To powinno nas skłonić do refleksji.

      Wielu dowódców ISIS na różnych szczeblach tej chorej organizacji to ludzie z poważnymi zaburzeniami. Tak określają ich byli europejscy najemnicy, którzy wyjechali do Syrii i przyłączyli się do tzw. Kalifatu. Ale nie mogli oni znieść okrucieństw, które tam zobaczyli. Dlatego uciekli z obozów szkoleniowych ISIS. Po powrocie do Europy ci niedoszli bojownicy zostali aresztowani przez niemiecką policję i złożyli obszerne zeznania na temat swoich doświadczeń z Państwem Islamskim.

      Krążące po internecie wypowiedzi członków ISIS odsłaniają prawdziwe ich intencje oraz problemy psychiczne o podłożu psychopatycznym i socjopatycznym. Pewien arabski bloger sprzeciwiający się ideologii ISIS otrzymał list z pogróżkami z następującą treścią:” Wymyślimy dla ciebie tak sposób na śmierć, jaki jeszcze nie jest znany ludzkości”. Dżihadyści mają również coś do przekazania po niemiecku w jednym z video clipów dla kanclerz Merkel - „ Merkel, ty brudna s***! - Zemścimy się!”. Imam z Kaukazu związany z ISIS grozi Rosji: „Zaszlachtujemy was i spalimy!” Francuzów straszą zamachami gorszymi niż te z 11 września 2001 roku w USA. Kpią bezczelnie z najpotężniejszej armii świata. Trzeba przyznać, że maja ku temu podstawy po nieudanej kampanii irackiej USA. Pewien bojownik Kalifatu z Syrii jakiś czas temu nie tylko groził Stanom Zjednoczonym, ale także wystosował zaproszenie do amerykańskich marines: ”Mam do przekazania Ameryce, że Islamski Kalifat został utworzony. Nie bądźcie tchórzami i przestańcie atakować nas dronami. Zamiast tego przyślijcie żołnierzy, tych których już upokorzyliśmy w Iraku. Upokorzymy ich znowu wszędzie i wywiesimy flagę Allaha w Białym Domu!” Armia USA jak na razie nie skorzystała z tej oferty.

      Komentarz do tych cytatów może być tylko jeden – są one zabójcze – dosłownie i w przenośni. Gróźb z ust Państwa Islamskiego pod adresem różnych ludzi i narodów padło setki. Podżeganie do nienawiści i zemsty to ich ulubiona rozrywka intelektualna. Hitler dokładnie zajął się tym tematem w swojej książce „Mein Kampf”. W internecie także można znaleźć film jak wycieńczony torturami Syryjczyk zostaje rozjechany czołgiem przez islamistów. A to tylko jeden z wielu przykładów ich chorych metod walki. Są wśród nich zapewne tacy mordercy, którzy mają na koncie więcej obciętych głów niż zabił ludzi słynny norweski terrorysta Breivik. Seryjni mordercy, którzy w rozwiniętych społeczeństwach stanowią ułamek populacji, w Kalifacie ISIS dominują większością.

      Należy też rozprawić się z całym tym fanatyzmem religijnym. Obsesja religijna i islamski nakaz walki z niewiernymi „zalatuje” FAŁSZEM i HIPOKRYZJĄ na kilometr. Jest to ewidentne naginanie wersów Koranu w celach tylko i wyłącznie wspierających propagandę terrorystów oraz ich dążenia do przejęcia władzy i dominacji na okupowanych terenach. Chodzi tutaj też o zabicie sumienia i poczucia moralności w tych fighterach, którzy nie mają w sobie pełnego materiału genetycznego seryjnego zabójcy. W imię religii wszystko może być przecież dozwolone. Zupełnie jak w czasach wypraw krzyżowych. Wmawianie agresywnym i niedojrzałym emocjonalnie młodym arabom, że Allah chce, żeby zabijali oni dla niego niewinnych ludzi to bardzo nieczyste zagranie. Tak naprawdę ta ideologia została stworzona, aby manipulować niezadowolonym i naiwnym społeczeństwem oraz służyć głównym liderom Państwa Islamskiego do celów wojennych, politycznych i rabunkowych.

      Bardzo przebiegli ludzie stworzyli tę skrajną ideologię wojny religijnej. To nie ulega wątpliwości. Trzeba im przyznać jedną rzecz. Ich propaganda dorównuje jakością technikom manipulacyjnym stosowanym przez najlepszych specjalistów sterowania ciemnym ludem. Jest to doskonała kombinacja sekciarstwa, nakazu religijnego z idealnie wkomponowanymi elementami politycznego i PR'owskiego prania mózgu. Propaganda ISIS atakuje ciemne zaułki skomplikowanego ludzkiego umysłu. Ma ona na celu rozbudzenie wśród nieukształtowanych, gniewnych, młodych ludzi najmroczniejszych, pierwotnych ludzkich instynktów i następnie wykorzystanie ich do prowadzenia dżihadu, który ma trwać do momentu nawrócenia albo śmierci ostatniego niewiernego. Liderzy ISIS doskonale wiedzą, co robią. Zainspirowanie internetowym praniem mózgu małżeństwa muzułmanów z Kalifornii do przeprowadzenia zamachu to najlepszy przykład doskonałości ich metod propagandowych.

      ISIS to największe zagrożenie dla świata od czasów Nazistów. Pierwsza w historii świata korporacja terrorystyczna. Niektórzy analitycy twierdzili swego czasu, że udało im się nawet zgromadzić aktywa o wartości 2 bln dolarów. Co nas czeka dalej? Według ekspertów Kalifat Państwa Islamskiego jest w odwrocie. Francuski minister obrony poinformował, że koalicja zlikwidowała już 22 tys. ekstremistów, a środki finansowe ISIS zaczynają się wyczerpywać. Ponadto terroryści tracą tereny w Iraku. Powiało dużym optymizmem. Czy to oznacza, że powinniśmy świętować zwycięstwo? A czy świat powinien był się cieszyć z obalenia reżimu Husajna, a potem Kaddafiego? Oczywiście, że NIE. Wielkiego Kalifatu o jakim terroryści marzyli, już nie uda się stworzyć w najbliższym okresie. Niestety ale zmuszenie ISIS do przejścia do defensywy spowoduje, że skoncentrują się oni na CHĘCI ZEMSTY na Zachodzie bardziej niż kiedykolwiek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wywoła to falę zamachów na niespotykaną dotąd skalę. Już można zauważyć w ostatnim czasie zwiększoną liczbę ataków terrorystycznych mniej lub bardziej udanych w różnych częściach świata. To może być cisza przed burzą. Nic tak nie boli, jak bycie bardzo blisko ostatecznego celu, a potem poczucie gorzkiego smaku porażki. Może to mocno rozwścieczyć tych psychopatycznych, ale ambitnych ekstremistów. Spora część społeczeństwa europejskiego ekscytuje się ciągle molestowaniami niemieckich kobiet nie zdając sobie sprawy, że drugi 11 września w Europie zbliża się WIELKIMI KROKAMI...

       

       

      terror_psycho

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dżihadyści z Państwa Islamskiego – Czy to jeszcze terroryści? Czy może bezwzględni PSYCHOPACI?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      batavus23
      Czas publikacji:
      środa, 27 stycznia 2016 21:20
  • sobota, 16 stycznia 2016
  • niedziela, 10 stycznia 2016
  • środa, 30 grudnia 2015
    • Deflacja – Niszczycielska siła pogrążająca świat w recesji i chaosie!

      (Wersja na białym tle: http://alexjones.pl/aj/aj-swiat/aj-gospodarka-swiatowa/item/75785-deflacja-niszczycielska-sila-pograzajaca-swiat-w-recesji-i-chaosie)

      Deflacja zdominowała globalną gospodarkę i ekonomiczne media. Jest to w ostatnim czasie jedno z najczęściej używanych wyrażeń przez wielu analityków i ekonomistów, obok takich popularnych słów jak inflacja, FED czy kryzys. Deflacja to oczywiście odwrotność inflacji, czyli długotrwały spadek ogólnego poziomu cen. Można stwierdzić, że nowymi minimami na rynku najważniejszego surowca, czyli ropy naftowej świat wpadł w szpony deflacji. Ropa jest najtańsza od ponad 11 lat. Rynki surowców cały czas szukają dna, które staje się coraz głębsze. Deflacyjna rzeczywistość zadaje coraz bardziej bolesne ciosy chwiejącej się światowej gospodarce.

      Najpierw powinniśmy sobie zadać pytanie, skąd się ona wzięła? Otóż po raz kolejny tropu należy szukać w amerykańskim sektorze finansowym sterowanym przez bankierów z Wall Street i nadzorowanym przez posłusznych im urzędników z FED'u. Panująca dzisiaj deflacja to efekt stosowania niebezpiecznych narzędzi inżynierii finansowej oraz nieodpowiedzialnej polityki niskich stóp procentowych FED'u. Służy to jedynie nabijaniu banksterskim bankom zysków. Coraz niższe stopy procentowe, duża dźwignia finansowa oraz brak nadzoru nad instrumentami pochodnymi spowodowały wykreowanie iluzorycznego wzrostu gospodarczego opartego na skrajnie przesadzonej ekspansji kredytowej. Pośród inwestorów zapanował wówczas niepoprawny optymizm, który zachęcał do podejmowania dużego ryzyka i nierentownych z dzisiejszej perspektywy inwestycji. Jednak to była tylko iluzja sztucznie stworzonego bogactwa za pomocą sztuczek finansjery. Doszło oczywiście do załamania się tych skrajnie optymistycznych, wręcz euforycznych przewidywań co do wielkich przyszłych zysków i wzrostu gospodarczego. Z euforii zostały zgliszcza. Rynek, który dąży do równowagi bez skrupułów rozprawił się z ĆPUNAMI FINANSOWYMI fundując im KRACH w 2008r. Bankierzy zostali sprowadzeni na ziemię przez brutalną rzeczywistość.

      Obecne deflacyjne środowisko to wynik nadpodaży i bezmyślnego gospodarowania zasobami przez wielkich przedsiębiorców, banki i koncerny, którzy przeinwestowali przy nieracjonalnie wysokich cenach. Teraz wszyscy płaczą, a balansujący się rynek jest bezlitosny. Chwile przez kryzysem z 2008 roku często pojawiały się prognozy o cenie ropy nawet po 200 USD za baryłkę, co miało być skutkiem szalejącego wzrostu zapotrzebowania i ogarniającego świat dobrobytu. Zachód się bogacił. Kraje Trzeciego Świata bardzo szybko rozwijały się i redukowały poziomy biedy. Ceny nieruchomości rosły. Amerykanie będący w posiadaniu lukratywnych nieruchomości nie musieli pracować, bo ceny rosły tak gwałtownie, że sprzedawali je z pokaźnym nawet (kilku) milionowym zyskiem. Jednak czar prysł, wiele rzeczy rozpadło się w drobny mak. Doszło do załamania i sprowadzenia cen do bardziej realnych poziomów. Można to porównać do wizyty na oddziale szpitalnym po przedawkowaniu twardych narkotyków i powrót do realnego świata. Tego właśnie teraz doświadczamy.

      Pierwsza fala deflacji w 2008 roku załamała główne rynki czyli ropy, nieruchomości i akcji. Teraz okazuje się, że był to jedynie prolog do tego, co nas czeka. Wówczas spadek cen aktywów miał charakter krótkotrwały, ponieważ Fed obniżając stopy procentowe do zera ruszył na ratunek celem uniknięcia destrukcyjnej spirali deflacyjnej, która jak wirus zaatakowałaby realną ekonomię powodując ciężki kryzys. Pierwszy atak deflacji został odparty. Teraz świat atakuje następny, którego już nie dało się powstrzymać drukowaniem pieniędzy. Różnica jest taka, że w 2008r. kompletnym krachem była zagrożona cała amerykańska gospodarka. Teraz sytuacja wygląda inaczej, ponieważ giełda na Wall Street ma się względnie dobrze (na razie), dzięki pomocy FED'u. Można stwierdzić, że deflacja została wypchnięta z USA na resztę świata. Teraz uderza ona głównie we wszystkie najważniejsze surowce. Oznacza to, że problemy dotykają kraje uzależnione od eksportu surowców. Znajdują się one pod presją ekonomiczną. Lista krajów dotkniętych jest długa. Zmagają się one z brakiem wzrostu gospodarczego, a nawet recesją oraz istotnym osłabieniem narodowych walut. Kraje rozwinięte takie jak Norwegia, Australia i Kanada powinny dać sobie radę, ponieważ są to stabilne i bogate społeczeństwa. Sprawa wygląda gorzej z państwami rozwijającymi się i biednymi. Największe gwiazdy medialne to oczywiście Rosja, Wenezuela i kraje Bliskiego Wschodu. Krótkowzroczność rządów tych państw i zaślepienie magiczną ponad 100 dolarową ceną czarnego złota spowodowało DESTABILIZACJE ekonomiczne, polityczne i społeczne.

      Z dramatyczną sytuacją mamy do czynienia oczywiście w krajach Bliskiego Wschodu. Ten region ma mnóstwo problemów. Jednak należy zwrócić uwagę, że gwałtowne załamania cen ropy przeciwdziałają stabilizacji regionu i dołożyły swoje przysłowiowe 3 grosze do panującego tam chaosu. Błędne założenia budżetowe niezbyt rozgarniętych rządów doprowadziły do wściekłości przepełnionych agresją społeczeństw arabskich. Przy wysokich cenach ropy marnotrawione są pieniądze. Natomiast przy gwałtownych spadkach zaczyna brakować na wszystko, co kończy się rewolucjami i wybuchem terroryzmu.

      Wielki przywódca Federacji Rosyjskiej również się nie popisał. Atrakcyjna trzycyfrowa cena ropy odebrała mu zdolność do krytycznego myślenia. Gospodarka rosyjska jest przez to w potężnej recesji. Natomiast Putinowi została ostatnia deska ratunku w postaci straszenia własnego społeczeństwa wojnami oraz zbrojnego angażowania się w konflikty, żeby odciągnąć uwagę obywateli od problemów rosnących cen, powiększającego się bezrobocia i dziurawego budżetu.

      Dantejskich scen doświadcza Wenezuela. Państwo to jest mocno uzależnione od eksportu ropy naftowej. Załamanie jej cen pogrążyło kraj. Ludzie stoją w kolejkach po podstawowe produkty. Brakuje wszystkiego, od papieru toaletowego i środków czystości po akumulatory samochodowe. Rząd Wenezueli przejął kontrolę nad dystrybucją żywności. Doszło nawet do przypadku zabójstwa w czasie grabieży jednego z supermarketów w mieście Ciudad Guayana.

      Warto również przyjrzeć się Brazylii. Jako ważny światowy eksporter Brazylia przez lata korzystała z wysokich cen surowców przemysłowych i żywności. Jednak atak deflacji zmienił wszystko i do jej bram również zapukał kryzys gospodarczy. Niepokoje społeczne być może są tylko kwestią czasu.

      Jesteśmy teraz w takim punkcie, że niemal wszystkie główne surowce tracą na wartości, bez wyjątku, czy to ropa, węgiel, miedź lub metale szlachetne. Na przykład Indeks Surowców wg Bloomberg'a znajduje się na najniższych poziomach notowanych ostatnio 15 lat temu. Załamanie na rynku surowców zaczyna odczuwać wiele firm wydobywczych na wszystkich szerokościach geograficznych. Spowoduje to kłopoty z płynnością oraz redukcje zatrudnienia. Nie śmiejmy się z Wenezuelczyków, bo Polsce też się „dostanie”. Polskie kopalnie były źle zarządzane przez lata. Inwestycjom w węgiel nie sprzyja trwały spadek ceny oraz uznanie go za głównego truciciela środowiska. Dlatego protesty polskich górników pod sejmem, a potem na ulicach są całkiem realne.

      Lata błędnych decyzji bankierów z Wall Street i ich skłonności do kreowania baniek spekulacyjnych to przyczyny deflacji. Jednak centralnym punktem dzisiejszej fali deflacyjnej są Chiny. Chińczycy latami wykorzystując tanią siłę roboczą produkowali niezliczone ilości towarów kupowanych na kredyt przez bogatych obywateli zachodu i powiększały zyski światowych korporacji. Jednocześnie sami się dynamicznie rozwijali budując imperium, ale tak naprawdę kolosa na glinianych nogach. Konsumowali przy tym ogromną ilość surowców. Był to przykład efektu mnożnika, który ostatecznie przekształcił się w bańkę spekulacyjną. Teraz zbliża się KONIEC. Potencjał do wzrostu się wyczerpał. Chiny się przegrzały, a świat bogacący się ich kosztem dostał zadyszki. Rodzi się pytanie - jak potężny będzie UPADEK Chin i jak nisko to zepchnie w dół surowce? Chińskie państwo jest na granicy swoich możliwości demograficznych, ekonomicznych i środowiskowych. Ciężko sobie wyobrazić dalszy rozwój Państwa Środka i na przykład 1,5 lub 2 mld Chińczyków konsumujących na poziomie zachodnich społeczeństw i oddychających w miarę czystym powietrzem. Chociaż niektórzy wierzą w nieograniczony rozwój. Już bardziej prawdopodobna jest inwazja kosmitów na naszą planetę i wojna z nimi o resztę surowców. To jest science fiction. Kryzys w szeregach tak wielkiego konsumenta wszelakich surowców oznacza, że rzeczywistość deflacyjna zostanie z nami na dłużej.

      Czarne deflacyjne chmury opanowały niebo światowej ekonomii. Resztki nadziei o dynamicznym odbiciu na kształt litery V zostały ostatecznie pogrzebane. Deflacja jest znakiem słabnącej globalnej aktywności gospodarczej, która kuleje na skutek kurczącego się finansowania inwestycji i konsumpcji kredytem. Być może skończy się to kolejną światową recesją. Deflacja wyrządza wiele SZKÓD. Utrudnia ona spłatę zadłużenia, wywołuje hiperinflację i zagraża stabilności systemów społecznych zwiększając ryzyko rewolucji wściekłych ludzi.

      deflation

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Deflacja – Niszczycielska siła pogrążająca świat w recesji i chaosie!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      batavus23
      Czas publikacji:
      środa, 30 grudnia 2015 08:06